Posty

Okładka

Obraz
Pracuję bardzo intensywnie, czasem po kilkanaście godzin dziennie, żeby zdążyć na czas. Powoli wszystko nabiera zamkniętego kształtu. Okładkę wymyśliłem jako kolaż z dokumentów, z których zrodziła się ta historia i "zdjęć" obrazujących drogę życia Kola.

Powojnie

Obraz
 

Kuty

Obraz
 

Wojna w Mikołaju

Obraz
Wojna z człowieka nie wychodzi. Moja babcia wspominała ją codziennie jeszcze 70 lat po jej zakończeniu. - Jak się zastanowię, to ja naprawdę nie wiem, jak myśmy to wszystko zdołali przeżyć - mówiła mi czasem, kiedy męczyłem ją kolejnymi pytaniami.  Kiedyś, w pewnym momencie, pomyślałem, że może jej jednak nie przeżyli, że zostali zabici w swoich nadziejach i marzeniach, wyobrażeniach o świecie... a potem żyli zupełnie inaczej, zwichnięci, naznaczeni przez wojnę głębokimi bliznami. Że jej pierwsza miłość została wywieziona na Syberię w 1940 roku i właściwie  potem jej życie potoczyło się zupełnie inaczej, niż miało. Z poznaniem Mikołaja po wojnie włącznie. Nasi dziadkowie i pradziadkowie wojnę nosili i toczyli wewnątrz siebie, z przeróżnym skutkiem. Z Mikołaja jej szarpiące kolce wybuchały wraz z ranami, których doznał jeszcze w dzieciństwie, przy okazji kalecząc wszystkich wokół siebie. Szczególnie traumatyczne dla niego okazały się sytuacje bezpośredniego zagrożenia utraty ży...

Rodzina

Obraz
  Dziś przedstawiam Wam rodzinę moich przodków, rodem z Kobak. :) Jaskółowscy (których nazwisko wbrew oczywistym skojarzeniom od jaskółek nie pochodzi) byli drobną szlachtą spod mazowieckiego Nasielska, która w skutek migracji podzieliła się na kilka szczepów. Pod koniec XVIII wieku część z nich wyemigrowała do Galicji i na Litwę, część pozostała zaś w rodzinnym gnieździe na Mazowszu.   Kolu był potomkiem galicyjskiej odnogi. Jego przodkowie nie od razu zamieszkali w Kobakach. Rejestry parafialne odnotowują nazwisko w kilka parafiach na północy Galicji. Dopiero ok 1845 r. pradziadek Kola osiedlił się w Kobakach.  Być może zostali skuszeni zachętami oferowanymi w ramach tzw. kolonizacji józefińskiej zapoczątkowanej przez austriackich monarchów pod koniec XVIII wieku, ale raczej przybyli do Galicji nieco później. Jest to zupełnie nieznany okres rodzinnej historii, który rekonstruować mogłem tylko przy pomocy lakonicznych zapisów z ksiąg parafialnych. Tak samo powyższe ...

Ojciec

Obraz
Ojciec go naznaczył, a pośrednio tych, których los związał z Mikołajem w jego dorosłym życiu.  Nie wiem dokładnie, jak wyglądała ich relacja przez te lata, kiedy mieszkali pod jednym dachem w Kutach. Nawet nie znam dokładnych dat. Nie wiem kiedy Michał, który wyemigrował w 1913 za chlebem za ocean, wrócił z Ameryki. Z pewnością po wojnie, a przed kolejnym ożenkiem, który miał miejsce w 1922 roku. Wszystko, co wiem, pochodzi z relacji dziadka, które przekazał swoim bliskim albo zostały zapisane w dokumentach w sprawie o emeryturę, którą wytoczył ZUS-owi w latach 70. XX w. Opowieści o pradziadku są epizodyczne, jest ich niewiele, a on sam jawi się w nich jako niespełna rozumu kat własnego dziecka.  Brakowało mi najbardziej w tych wspomnieniach promyka nadziei. Ojcowskiej miłości i naturalnego  poczucia winy  wobec  dziecka, które zostawił w kraju, kiedy wyjechał na emigrację, które straciło matkę i przeżyło wojnę światową, będąc przy okazji świadkiem zamordow...

Żydzi

Obraz
Odkąd pamiętam Żydzi pojawiali się w skąpych w szczegóły opowieściach o Mikołaju w tle, nieokreśleni i nieznani. Bezimienni. Ani jako dobrzy, ani jako źli, natomiast często dało się odczuć, że były to opowieści naznaczone nutą lekceważenia.  Wobec braku szczegółowych informacji na ten temat, stosunek dziadka do Żydów określiłem jako niedookreślony, ambiwalentny, zdeterminowany w znacznej mierze atmosferą czasów i miejsca, w których żył. Udało mi się ustalić tylko jedno żydowskie nazwisko powiązane z moim dziadkiem, które pojawiło się w zeznaniach złożonych przed sądem ZUS w latach 70. XX w., kiedy próbował udowodnić swoje przedwojenne zatrudnienie, co miało mu pomóc w uzyskaniu wyższej emerytury. Po ucieczce z Kut Mikołaj znalazł się w Kołomyi, gdzie pracował na rynku w sklepie owocowym braci Unger, których udział w kołomyjskim handlu owocami potwierdza wpis (poniżej) w księdze adresowej z 1929 r. Niestety nie udało mi się natrafić na żaden ślad dotyczący ich dalszych losów. Najpra...

Dlaczego powieść graficzna?

Obraz
Myślałem, że napiszę kiedyś duży reportaż z mojej przygody z przeszłością. Podróży w przestrzeni i we własnej duszy. Czuję, jakbym chodził po korytarzu nieczynnej kopalni usiłując znaleźć wejście do równoległego chodnika biegnącego tuż pode mną. Pamiętam intensywność przeżyć, które zafundowała mi ta wędrówka, sny o spróchniałych kufrach na strychu, chowających pożółkłe fotografie, które w rzeczywistości nie istniały. Pewnie dlatego postanowiłem nadać tej historii taki charakter, jaki ma obecnie. Żeby zobaczyć i pokazać.  Nie nazywam tego komiksem, a powieścią ilustrowaną.  Komiks jest wymagający, zwłaszcza pod kątem warsztatu rysowniczego. Widzę go jako medium opisujące historię bardziej poprzez scenki sytuacyjne o dużej intensywności, aniżeli poprzez tekst. W komiksie dużo się dzieje w obrazie, to on najwięcej mówi czytelnikowi, jest jak sceny filmowe, które klatka po klatce, z zapisem dialogów, prowadzą przez przeżycia bohaterów. Część scen w "Życiu Kola" nosi taki...

Szary papier

Obraz
Pamiętam, jaki szok przeżyłem, gdy pewnego dnia w Archiwum Państwowym w Opolu natrafiłem na odręczny podpis dziadka znajdujący się w zbiorach dotyczących "repatriantów" ze wschodnich województw przedwojennej RP.   Wertowałem zmurszały stary papier strona po stronie powoli tracąc nadzieję, że coś znajdę, aż w jednej z teczek, bum! Szok i niedowierzanie - zamaszysty podpis Mikołaja Jaskółowskiego, rozwlekły, prawie bezczelny, z pogrubionymi liniami przy pociągnięciu pióra w dół, oznaka uczestnictwa na lekcjach kaligrafii w przedwojennej szkole powszechnej, do której uczęszczał, zanim jego ojciec go z niej zabrał.  Szukałem czegoś nieuchwytnego, kogoś nieznanego, mając do dyspozycji mgliste wskazówki: anegdoty, nazwiska bez imion, imiona bez nazwisk, ale nic konkretnego. I nagle jestem w sytuacji, w której nie dowierzam własnemu odkryciu. Trafiłem na znak pozostawiony przez żywego człowieka, który 60 lat wcześniej opierał swoją dłoń na tej kartce i stanowczo kreślił na niej ...

Historia, którą ciężko poskromić

Obraz
Najtrudniej wybierać. Wydawało mi się, że opowieść mam w miarę ułożoną, ale w trakcie jej pisania i rysowania mijałem się wciąż z historiami i anegdotami, które błagalnie prosiły, abym pozwolił im zagościć na powstających stronach. Nie zawsze się to udaje.  Wybory, które podejmowałem należały do tej kategorii, które zaliczam do trudnych. Co jest istotniejsze? Wnętrze czy powłoka? Szersze spojrzenie, czy detal? Anegdota czy ogólna historia? Staram się wszystko wypośrodkować najlepiej, jak potrafię. A i to okazuje się dość płynne, gdyż z tygodnia na tydzień widzę, jak zmienia się moja percepcja obrazu, który powstaje na ekranie, ułożenie piórka na tablecie, pociągnięcia linii. Coś, co odpowiadało mi wczoraj, staje się nieodpowiednie dzisiaj. Dylematów i wątpliwości mam sporo. Męki twórcze. :)  Dokonuję więc  skrótów i amputacji części fragmentów życia Mikołaja, czego wymaga również, niestety,  konieczność ukończenia pracy w określonym terminie.   Nie opowiedz...

Stworzyłem nieistniejący album

Obraz
 Album, którego nie było, ze zdjęciami, których nigdy nie wykonano.  Koncept - mój własny - tak bardzo mi się spodobał, że nuże do jego realizacji i szast-prast, stronka była gotowa niemal w trymiga. O czym jest i czego dotyczy, napisałem w krótkim opisie na tejże stronie widniejącym. Kliknij w obrazek.

Jak nie dotknąłem historii.

Obraz
Nie było żadnego albumu i niemal żadnych zdjęć. Jakby go nie było. 70 lat jak pstrykniecie palcami: "pstryk" - pierwszy haust powietrza noworodka nad Czeremoszem, "pstryk"- starszy pan umiera nad Bałtykiem. Pozostały strzępy opowieści i szara lastrykowa płyta na cmentarzu komunalnym w Redzie. Właściwie nic wielkiego się nie wydarzyło, kiedy jednocześnie wydarzyło się wszystko.  Nie znałem go, on nie znał mnie. W momencie moich narodzin był już całkowicie odseparowany (z własnego wyboru) od swojej najbliższej rodziny i najprawdopodobniej przed swoją śmiercią nie wiedział o moim istnieniu.  Wiele lat minęło, zanim zobaczyłem, jak wyglądał. Zdjęć po moim dziadku niemal nie było. Szukałem ich tam, gdzie zdawało mi się, musiały być. Ale tam też najczęściej ich nie znajdowałem. Gubione podczas licznych przeprowadzek, celowo niszczone (także, a może zwłaszcza, przez dziadka Kola), wyrzucane, zapominane, stały się prawdziwymi białymi krukami rodzinnych archiwów.  Trwalsze o...