Ojciec
Ojciec go naznaczył, a pośrednio tych, których los związał z Mikołajem w jego dorosłym życiu.
Nie wiem dokładnie, jak wyglądała ich relacja przez te lata, kiedy mieszkali pod jednym dachem w Kutach. Nawet nie znam dokładnych dat. Nie wiem kiedy Michał, który wyemigrował w 1913 za chlebem za ocean, wrócił z Ameryki. Z pewnością po wojnie, a przed kolejnym ożenkiem, który miał miejsce w 1922 roku. Wszystko, co wiem, pochodzi z relacji dziadka, które przekazał swoim bliskim albo zostały zapisane w dokumentach w sprawie o emeryturę, którą wytoczył ZUS-owi w latach 70. XX w. Opowieści o pradziadku są epizodyczne, jest ich niewiele, a on sam jawi się w nich jako niespełna rozumu kat własnego dziecka.
Brakowało mi najbardziej w tych wspomnieniach promyka nadziei. Ojcowskiej miłości i naturalnego poczucia winy wobec dziecka, które zostawił w kraju, kiedy wyjechał na emigrację, które straciło matkę i przeżyło wojnę światową, będąc przy okazji świadkiem zamordowania własnej babci. Brakowało mi zrozumienia, odpowiedzialności, prowadzenia za rękę, tłumaczenia świata. Być może Michał znał taki właśnie świat, ciemny i ponury, który go pochłonął.
Dokumenty z epoki, w których pojawia się sporadycznie, ukazują go "nietypowo". Dwa odwołane śluby, ożenek po śmierci ojca w wieku uważanym już za późny, podejrzliwe zachowanie podczas zejścia na ląd ze statku, który przywiózł go do Ameryki. A potem szorstkie, lodowate wspomnienia o jego powrocie. Dlaczego? nie wiem. Nie poznałem nikogo, kto cokolwiek o nim słyszawszy, powiedział coś w jego obronie. Być może jego odmalowanie w mojej książce nie jest do końca sprawiedliwe, z pewnością nie jest zaś pełne. Jedno jest pewne - mój pradziadek zawiódł swojego syna. Mikołaj zapłacił za to rozchwianym poczuciem własnej wartości, które nadrabiał bezczelnością i brutalnością w relacjach z ludźmi.
Komentarze
Prześlij komentarz
Skomentuj