Nie było żadnego albumu i niemal żadnych zdjęć. Jakby go nie było. 70 lat jak pstrykniecie palcami: "pstryk" - pierwszy haust powietrza noworodka nad Czeremoszem, "pstryk"- starszy pan umiera nad Bałtykiem. Pozostały strzępy opowieści i szara lastrykowa płyta na cmentarzu komunalnym w Redzie. Właściwie nic wielkiego się nie wydarzyło, kiedy jednocześnie wydarzyło się wszystko. Nie znałem go, on nie znał mnie. W momencie moich narodzin był już całkowicie odseparowany (z własnego wyboru) od swojej najbliższej rodziny i najprawdopodobniej przed swoją śmiercią nie wiedział o moim istnieniu. Wiele lat minęło, zanim zobaczyłem, jak wyglądał. Zdjęć po moim dziadku niemal nie było. Szukałem ich tam, gdzie zdawało mi się, musiały być. Ale tam też najczęściej ich nie znajdowałem. Gubione podczas licznych przeprowadzek, celowo niszczone (także, a może zwłaszcza, przez dziadka Kola), wyrzucane, zapominane, stały się prawdziwymi białymi krukami rodzinnych archiwów. Trwalsze o...